poniedziałek, 12 maja 2008

Nie rób złych rzeczy...



...w żadnym świecie. Ani wirtualnym, ani tym bardziej rzeczywistym.

Co jeśli postawimy znak równości pomiędzy wspomnianymi światami?


Wirtualny = rzeczywisty.


Znaczyłoby to ni mniej, nie więcej, jak to, że wirtualność danego świata jest rzeczą względną, zależną tylko od świata, w którym dany obserwator funkcjonuje (abstrahując od tego, że od dawna zwalczam przekonanie, że świat wirtualny, tzn np ten, w którym osadzona jest jakaś gra, nie jest światem rzeczywistym - jest stworzony przez nas, wynika z naszych możliwości, a więc - w gruncie rzeczy - może ma podłoże wirtualne, bo nie obcujemy z nim fizycznie, ale na pewno nie można powiedzieć, że nie istnieje - może jako swego rodzaju emanacja zerojedynkowych kodów, ale istnieje - jest zatem rzeczywisty) i który na co dzień go otacza. Co jeśli - przy założeniu prawdziwości mojej tezy - stworzenia światów (pseudo)wirtualnych żyją i odczuwają na swój sposób?

Jeśli przyjąć za punkt wyjścia 'nasz' świat, można stwierdzić, że wiemy jak żyją i co czują otaczające nas osoby. Wiemy, że nie możemy zrobić tego, tego... etc jeśli nie chcemy sprawić im bólu lub przykrości. Wiemy to na własnym przykładzie, choć w gruncie rzeczy przewidywanie tego, co po naszym działaniu poczują inni, zależy w dużym stopniu od stopnia rozwoju psychoemocjonalnego i wrodzonej/ukształtowanej empatii. Więc nie możemy wiedzieć (tylko przypuszczać, nie doświadczyliśmy ich życia) jak czują ci (pseudo)wirtualni.

Jeśli nasze zachowanie we wziętych tutaj na ruszt grach jest niejako odbiciem tego, co w nas siedzi, naszych cech psychologicznych, lęków, bojaźni etc, a czego nie uzewnętrzniamy w codziennym życiu, to może lepiej - zachowawczo - wziąć pod uwagę postawione tutaj tezy i nie krzywdzić:

nigdzie*, nikogo* i nigdy*?


* - w możliwie jak najszerszym znaczeniu tych słów.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Te, "nie krzywdzić: nigdzie*, nikogo* i nigdy*"? W odniesieniu do gier? Jak to sobie wyobrażasz? Większość gier jest właśnie po to żeby krzywdzić wszędzie*, wszystkich*, zawsze*. (przy możliwie jak najmniejszej krzywdzie dla nas). Na tym polega cała idea rozwoju postaci. Światy są tworzone właśnie pod dyktando tej reguły. Taki WoW, Lineage, nawet głupia Tibia czy Diablo, Fallout, BG... wszędzie TRZEBA krzywdzić kogoś żeby grać. Zostaje Ci Second Life koleś.
Chyba że nawołujesz do zaprzestania grania wogóle w takie gry. Bo jeżeli chcesz powiedzieć, że wg. Ciebie gracze powinni zwiedzać światy chodząc między mobkami w pokoju... to jesteś ładnie stuknięty.

zachariasz pisze...

Jeśli odrzucę przemoc w grach, zostaje mi dużo innych rzeczy, tak gwoli ścisłości, ale - oczywiście - rozumiem, co chcesz mi przekazać.

I nie, nie mówię, żeby grac w fallout'y i inne wow'y podziwiając widoki (choć to też jest sztuką, zwrócić uwagę na środowisko w grach, a nie skupiać się na samej rozgrywce), lecz - jeśli już - to odrzucić takowe całkowicie.

A, no i oczywiście nie 'nawołuję' do niczego. Nie rób proszę ze mnie jakiegoś nawiedzonego kaznodziei, sam mam na 'sumieniu' takie gry, aczkolwiek ja tylko stawiam pytania . :))